Po wojnie wrócił
Po wojnie wrócił do Gdyni, chciał trochę odpocząć, znaleźć jakąś porządną pracę, odżyć. A boks? Był przekonany, że wróci na ring, lecz nie marzył już o wielkiej karierze. Najlepsze lata zabrała mu wojna i trudno robić wielkie plany, gdy zaczyna się od nowa, mając 22 lata. Smakował więc normalnego życia, ale los zrządził, że już w kilka dni po powrocie spotkał na zabawie serdecznego kumpla, Bolka Iwańskiego. - Aleks! Co się z tobą działo? A zresztą pogadamy jutro, po meczu... - Jakim meczu? - zapytał. - Nie wiesz? W Morskim Domu Kultury nasz „Grom" walczy z OMTUR z Tczewa. Przyjdź wcześniej, musisz przecież przymierzyć rękawice. Walczyć jutro? Ależ to czyste szaleństwo! Wygłupi się tylko i do końca życia zamknie sobie drogę na ring. No, ale ostatecznie może pójść, popatrzeć, nikt mu przecież nie będzie siłą zakładał rękawic... Nie docenił jednak siły perswazji kolegów, wyszedł między liny. Pierwsza punktowana walka w jego karierze zakończyła się remisem z groźnym wówczas Skierką. W rok później nazwisko Antkiewicza pojawia się w składzie silnej drużyny Milicyjnego KS. Trzy razy w tygodniu dojeżdżał po pracy rowerem na trening. Osiem kilometrów w jedną stronę, to także dobra zaprawa dla mięśni. Trenowali w nie opalanym, blaszanym baraku. W lecie temperatura przypominała saunę, w zimie natomiast warunki zbliżone były do arktycznych. Ale jaka to frajda, gdy zadowolony z ich wysiłku kierownik Skupień zapraszał drużynę do restauracji „Pod Ryjkiem" na pyszną golonkę.
Kredyt mieszkaniowy | Bukmacher Unibet | zakłady sportowe