Zwłaszcza dla Polski. Nie była to dla nas wyprawa po złote runo, po medale. Liczyło się uczestnictwo.
Z pięściarzami również nie wiązaliśmy nadziei. Ot, byle nie znaleźć się za burtą już po pierwszych walkach turnieju. A medale? Przed wojną mieliśmy sławniejszych bokserów, ich nazwiska były dobrze znane w sportowym świecie, a jednak nigdy nie udało nam się wrócić z igrzysk olimpijskich z1 medalowym dorobkiem...
Antkiewicz wyszedł na ring bez kompleksów. Potężne ciosy z półdystansu zdawały się zmiatać z ringu Filipińczyka Traniego, zwycięstwo Polaka nie podlegało dyskusji. Następna przeszkoda, to peruwiański Murzyn - Arcila. To już nie przelewki. Peruwiańczyk tańczył w ringu niczym baletnica, ciosy Antkiewicza pruły powietrze, a błyskawiczne kontry Arcili dosięgały Polaka. Po pierwszym starciu nie mieliśmy zbyt różowych min. Zakłopotany był także Antkiewicz.
- Jak mam walczyć? - pytał Stamma w czasie przerwy.
- Tak jak do tej pory - odpowiadał z niezmąconym spokojem trener - tylko jeszcze szybciej, jeszcze bardziej dynamicznie. Ciągłe ataki muszą go wreszcie zmęczyć...
W ringu rozpętała się nawałnica. Peruwiańczyk nie miał ani chwili wytchnienia, rozpaczliwie bronił się przed nokautem. Sędziowie nie mieli trudności z wytypowaniem zwycięzcy. | |
|